|
Szok kulturowy może dotknąć wielu aspektów naszego życia, szczególnie tych, z którymi jesteśmy zżyci. W Irlandii wiele rzeczy jest niepokojących: chociażby umiłowanie tubylców do pieczywa tostowego, irytujące dwa krany w umywalce, ruch lewostronny, niechęć do budowania drapaczy chmur, czy lakoniczne prawo pracy. O tym ostatnim dziś będzie mowa.
Jeśli byliśmy przyzwyczajeni w Polsce do ponad 300 przyjaznych pracownikom artykułów Kodeksu Pracy, a poza tym do szeregu rozporządzeń, które jeszcze bardziej starały się precyzyjnie regulować rzeczywistość – w Irlandii możemy się nieco rozczarować. Wiele bowiem dla nas rzeczy oczywistych, jak chociażby wyższe stawki za godziny nadliczbowe, przestój w pracy, dodatki za pracę w niedzielę zostały bardzo lakonicznie ujęte, albo pozostawiono jedynie pewne wytyczne.
Czasem próżno szukać w ustawach konkretów, do których byliśmy przyzwyczajeni w Polsce. Irlandzkie prawo daje w ten sposób pracownikom wyraźny sygnał, że ustalając zarys praw, pewne minimum, zapala zielone światło dla negocjowania warunków pracy. Negocjujcie indywidualnie, grupowo, a jeśli wam się nie udaje, idźcie do specjalnych sądów pracy by tam szukać porozumienia.
Co my tu mamy w Irlandii zatem? Mamy ustawy, w dużej mierze wydane zgodnie z Dyrektywami Unii Europejskiej, więc możemy się słusznie spodziewać, że regulacje będą podobne do polskich. Owszem, tak jest, ale diabeł tkwi w szczegółach więc nie bądźmy wszystkiego pewni na zasadzie porównania z polskim prawem pracy. W dużej mierze ustawy określają wymagania minimalne dla stosunku pracy, a każde odejście od nich na niekorzyść pracownika jest naruszeniem prawa. Ustawy o czasie pracy, o warunkach zatrudnienia, o minimalnej płacy, o niesprawiedliwych zwolnieniach, o terminach wypowiedzeń – to wszystko do przejrzenia dla zainteresowanych pod adresem www.oasis.gov.ie/employment.
Irlandia to także kultura negocjacji zbiorowych, o których była mowa wyżej, prowadzonych przez związki zawodowe. Układy zbiorowe pracy raczkujące jeszcze w Polsce, tu w Irlandii doczekały się kilku rodzajów, a nawet instytucji, przed którą w razie sporu można układ polubownie zawrzeć nie uciekając się do strajku. Kolejno mamy więc przede wszystkim do czynienia z układami właściwymi dla konkretnych zakładów pracy. Dalej, strony związki zawodowe patrzą szerzej na sektor prywatny i publiczny, i przed Sądem Pracy negocjują ze związkiem pracodawców Układy Zbiorowe dla poszczególnych branż. Dbają w ten sposób o lepsze branżowe standardy (te minimalne uprawnienia) i starają się przeciwdziałać nadmiernej eksploatacji pracowników w tych branżach, gdzie istniała duża pokusa zaniżania uprawnień (branża budowlana), albo gdzie trudniej było założyć związek zawodowy (restauracje z uwagi na dużą fluktuację pracowników). Niemniej, co było do przewidzenia – nierzadko nawet te lepsze standardy pozostają na papierze kiedy nie ma kto pilnować ich wykonywania.
Branżowe porozumienia zbiorowe nazywane JLC (Joint Labour Commitee), a jest ich przeszło 19, można znaleźć na stronie Sądu Pracy: www.labourcourt.ie, są tam te dotyczące pracowników restauracji, zakładów fryzjerskich, pracowników sektora rolniczego, a także osławione porozumienie zbiorowe pracowników budowlanych. Dodatkowo, co trzy lata związki zawodowe, związki pracodawców i rząd zawierają Porozumienie Krajowe. Właśnie miesiąc temu zostało wynegocjowane najnowsze: „Towards 2016”.
Autor: Barnaba Filip Dorda SIPTU
Źródło:
|