|
O tym, dlaczego wstydzimy się swoich korzeni, o społecznych kompleksach i muzyce, która dziś bardzo miesza się z polityką – wywiad z Maciejem Szajkowskim z Kapeli Ze Wsi Warszawa, która była gościem Festiwalu Kultur w Dun Laoghaire.
- Pamiętam, jak swego czasu Polskie Radio nadawało muzykę ludową. Moja mama zawsze zmieniała wtedy stację, twierdząc, że przecież nikt dziś tego nie słucha. Dlaczego więc gracie dla „zacofanych” w muzycznym rozwoju?
- Jedna z tych audycji nazywała się „Z malowanej skrzyni”. Widzisz, my też nie mogliśmy tej muzyki znieść! Niektórzy z nas pamiętają, jak wylewała się ona z radiowych głośników, stanowiła żelazny repertuar dożynek i wszelkich socjalistycznych festynów. I była koszmarna. Może dlatego, że aplikowana na siłę? Ugładzona do cukierkowej, cepeliowskiej formy, serwowała nam „ludowość” w najgorszym znaczeniu tego słowa. Ludowość jarmarczną, wulgarną, ogłupiającą.
- Innymi słowy, muzyka w służbie ideologii?
- Właśnie! Co najgorsze, prezentowano ją bez podania szerszego kontekstu, bez zagłębienia w kulturę chłopską, jej magię, wielobarwność, zwyczaje. Próbowano nas zainteresować sztucznie czymś, co nigdy na wsiach nie istniało – jakimś fantomem chłopo-robotnika. To prawda, że wielu komunistów miało chłopską proweniencję, ale sprzęgnięcie ludowości z komuną, a w następstwie tego m.in. tworzenie kołchozów i PGR-ów było totalną katastrofą. Każda kultura zmienia się, ewoluuje, przekształca – tak też było z polską kulturą chłopską. Migracje do miast, uprzemysłowienie, modernizacja, pojawienie się radia i telewizji oraz zmieniające się czasy sprawiły, że na wsiach muzyka, a szerzej tradycja również ulegały przeobrażeniom. Ostatnią erupcją kultury ludowej był fenomen disco-polo, który powielając obecne dotychczas w tradycji tematy, ubrał je w formę remizowej dyskoteki.
- Skąd więc pomysł na granie na tradycyjnych instrumentach o tym, jak to „w nidziele, w niedziele, poszło dziewcze po ziele...”?
- Swego czasu jako student zostałem zaproszony przez Kazimierza Długosza z gazety „Nowa Wieś” do udziału w badaniach terenowych, podczas których dane mi było oglądać autentycznych muzykantów, w ich naturalnym kontekście. W tym czasie my już graliśmy muzykę podziemną, punkrockową, interesowaliśmy się też muzyką etniczną innych kultur – z Indii, Pakistanu. To był początek lat 90-tych. Wtedy też zaczęliśmy jeździć na festiwale muzyki świata na Zachód, które nas zachwyciły. Ale kiedy tam pytano nas o polską muzykę, z przerażeniem uświadomiliśmy sobie, że niewiele w tym temacie możemy przekazać. Wszystko to sprawiło, że zaczęliśmy głębiej poszukiwać polskiej muzyki korzennej, poznając ludowych muzykantów i dając się ująć ich serdeczności, sympatii i prawdziwej pasji. W pewnym momencie nasz muzyczny nauczyciel i przyszywany dziadek - Kazimierz Zdrzalik stwierdził, że jeśli my nie zaczniemy grać dalej takiej muzyki, to nikt nie będzie tego kontynuował...
- Zatem jesteście zespołem „z misją”?
- Ależ nie! Żyjemy przecież w XXI wieku i nikt nie zamierza nikogo nawracać lub co gorsze – zamykać w skansenie. Chcemy po prostu czerpać z tych korzeni, by poczuć tajniki muzykowania i filozofię z tym związaną.
- A może zwyczajnie wstydzimy się swoich korzeni, bowiem by docenić kulturę innych, trzeba być pewnym własnej tradycji?
- Niewątpliwie. Na pewno związane jest to z naszymi narodowymi kompleksami, brakiem poczucia własnej wartości, homogenizacją społeczeństwa. Po drugie, w Polsce brakuje edukowania młodzieży względem kultury ludowej, która jest ważną częścią kultury narodowej. Inni już dawno stworzyli specjalne szkoły i programy edukacyjne – Węgrzy, Skandynawowie, Francuzi, Irlandczycy. Znają swoją kulturę, jej wartość i siłę i są otwarci na innych. Dlatego mam nadzieję, że te emigracyjne wyjazdy Polaków uświadomią nam, że tym co nas wyróżnia, oprócz języka jest kultura. I takie festiwale jak ten, w Dun Laoghaire nie będą i w Polsce rzadkością.
- Ja również nam tego życzę. Dziękuję!
Rozmawiała: Anna Paś, Dun Laoghaire, 25.08.2006
Źródło:
|