|
W jednym z wywiadów powiedziała Pani, że nie jest Pani materiałem na emigranta. Z jakich powodów? Ze względu na przywiązanie do rodziny, kraju?
Spotkałam podczas swoich podróży po świecie bardzo wielu Polaków i zawsze starałam się znaleźć czas na rozmowę z nimi. Choć często byli to dobrzy ludzie czy nawet bardzo dobrzy, ustawieni materialnie i zawodowo (z tym gorzej), to jednak towarzyszyło mi przeczucie, że wsiedliby bez wahania do samolotu powrotnego do Polski.
Skąd to przeczucie?
Myślę, że nawet mimo doskonalej znajomości języka danego kraju Polakowi zawsze brakować będzie możliwości pogadania z nowymi krajanami tak do dna, i o byle czym. Każde wspomnienie z dzieciństwa, a jeszcze bardziej z młodości, może być dla emigranta ciężkim bagażem, którego nie sposób i nie można się pozbyć, a który wzmaga tęsknotę i nostalgię.
Czy myślała Pani kiedyś o emigracji?
Osobiście nigdy nie myślałam o emigrowaniu z Polski, bo mama to raz, bo znam gorycz nieudanej emigracji to dwa, i dlatego jeszcze, że tu jest zawsze masa do zrobienia i ktoś musi, musi mimo wszystko próbować naprawić ten zmęczony kraj.
Była Pani ostatnio na Cyprze. Wcześniej w Skandynawii, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Włoszech, Francji, Szwajcarii, Australii i USA. Gdzie jeszcze?
W Kenii, Tasmanii, na Kubie, w Indiach, Emiratach Arabskich, Portugalii, Danii, dawnej Jugosławii i Czechosłowacji. Zwiedziłam prawie cały Związek Radziecki, byłam w Turcji i Danii. Koncertowałam również w Bułgarii i Kanadzie.
Który kraj wspomina Pani najlepiej? Dlaczego?
Niewątpliwie najpiękniejsza moja podroż odbyła się do Australii w 86 roku. Spędziłam tam wówczas cudowne, pełne wspaniale zorganizowanych i znaczących koncertów, ale również wypełnione turystycznie, kilka tygodni. Cała podróż przebiegła bez pośpiechu. Mieszkaliśmy bardzo wygodnie, co w podroży jest sprawą arcyważną. Nasz opiekun dbał bardzo o wszystkich artystów i wolne chwile zapełniał nam zwiedzaniem tego cudownego kraju. Doskonale czuje się we Francji i Włoszech. Jeśli mnie ktoś zapyta, gdzie chciałabym pojechać, to zawsze odpowiem, że na Mazury albo do Paryża, z obowiązkowym pobycie w Disneylandzie...
W którym miejscu najmniej się Pani podobało? Dlaczego?
Długi czas spędziłam w Norwegii, gdzie z zespołem śpiewałam w restauracjach eleganckich hoteli. Blisko 3 lata. Mimo, że to niezmiernie piękny kraj, przodujący w pięknych krajobrazach i poszanowaniu przyrody, ja nie czułam się tam zbyt dobrze. Ważni są dla mnie ludzi i ich mentalność, ich temperament. Skandynawowie odbiegają od moich upodobań, również Niemcy. Kocham Amerykanów i Francję i może dlatego dostaję miłego szału w miejscu, które łączy Amerykę z Francją, czyli właśnie w Disneylandzie pod Paryżem.
Czego Panią nauczyły te podróże, czy jakoś Panią zmieniły? Mam na myśli życie osobiste i zawodowe.
Proszę pamiętać, że moje podróże to po prostu moje życie. To po prostu moje życie. Sama umiejętność przystosowania się do nowych sytuacji, ludzi, klimatów, zwyczajów i widoków, a również to, że podróżując musisz się wiele nauczyć. To wielka dawka nowych doświadczeń. Zawsze byłam osobą bardzo otwartą. Jeżdżenie po świecie jeszcze mnie umocniło w wierze i sympatii do ludzi. Nie martwi Panią masowa emigracja Polaków?
 Martwię się, ale mam nadzieję, że Polacy wyjeżdżają głownie do lepiej płatnej pracy i sprawa z czasem się unormuje. Bardzo smuci mnie, gdy słyszę od młodych ludzi, że nie widzą swojej przyszłości w Polsce, to cios dla kraju i dla nas rodziców, którzy wytraciliśmy po drodze patriotyzm i nie umiemy przekazać go dzieciom. Czym ostatnio zajmuje się Ewa Bem?
Wiele koncertuje i przygotowuje materiał na nową płytę. Będzie to płyta o lekkich kolorach smooth jazzowych z moimi tekstami, dedykowana wszystkim małżeństwom z długim stażem, które jak ja z mężem walczą o dobrą i mocną rodzinę, ale również o własne, stale płomienne uczucie. Brzmi jak bajka, ale jest możliwe. Bardzo dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Matylda Setlak
|