|
Dla portalu miecio.pl Krzysztof Kiljański opowiada o swoim tajwańskim epizodzie emigracyjnym, mamonie, samorealizacji, sklepach kolonialnych i polskiej kiełbasie sprowadzanej z... Chicago.
Jak to się stało, że znalazłeś się na Tajwanie?
Wyjechałem na Tajwan poprzez agencję artystyczną z Warszawy. Wysłałem do niej swoje demo z coverami oraz foto. Ich oferta spodobała mi się i w ten sposób podpisałem kontrakt na 6 miesięcy.
Czy myślałeś wówczas o sobie w kategoriach emigranta?
W pewnym sensie w moim przypadku można było mówić o emigracji zarobkowej (gaża, która wielokrotnie przewyższała moje ówczesne apanaże w Polsce), z drugiej strony powodowała mną ciekawość tego odległego i egzotycznego kraju o którym tak naprawdę niewiele wcześniej wiedziałem.
Czy i jak doświadczenia emigracyjne wpłynęły na Twoją działalność zawodową i życie osobiste?
Po powrocie do kraju miałem już większy dystans do tego co robię. Wiedziałem, że tak naprawdę nie ma barier (oczywiście, oprócz tych językowych i kulturowych), które powodowałyby, byśmy nasze życie i pracę nie mogli związać z dowolnym miejscem na świecie.
Masz córke lub syna? Czy gdyby chciał/a po studiach wyjechać do pracy na Wyspy albo gdzieś indziej, pozwoliłbyś jemu/jej?
Nie mam jeszcze dzieci, ale na pewno nie miałbym nic przeciwko temu, jeśli chciałyby szukać szansy dla siebie w Wielkiej Brytanii bądz w jakimkolwiek innym kraju.
Co według Ciebie jest ważniejsze: mamona czy samorealizacja? I dlaczego to właśnie?
"Mamona" może bardzo pomóc w samorealizacji...
Znasz jakiś sposób, by pogodzić jedno z drugim?
Nie ma chyba takiego sposobu.
Pytanie polityczne. Co według Ciebie należałoby zrobić, by zatrzymać eksodus młodych Polaków do krajów UE?
Odpowiedż na to pytanie wydaje się oczywista. Należy stworzyć młodym ludziom w Polsce takie warunki, aby nie musieli żałować, że zdobywając upragnione wykształcenie, nie mają szansy na godne życie, na godne zarobki we własnym kraju. Tutaj ukłon w stronę rządzących i ustawodawców.
A co należałoby zrobić, by poprawić wizerunek Polski za granicą?
Wizerunek Polski w wielkim stopniu kształtują politycy, ale głównie sami Polacy. Miałem kilka sytuacji, kiedy wstydziłem się za swoich rodaków za granicą. To po prostu kwestia dobrego wychowania i kultury osobistej. Jeśli zaś chodzi o polityków, to kto nas będzie reprezentował, również w świecie zależy tylko od nas i od tego, na kogo oddajemy swój głos przy urnie wyborczej.
Czy przypominasz sobie taki moment w swoim życiu, kiedy bardzo tęskniłeś za krajem? Co wtedy zrobiłeś?
Ta najdłuższa rozłąka w moim przypadku, to właśnie półroczny pobyt na Tajwanie w 1998r. Pamiętam, że po okresie zachłyśnięcia się tą rajską wyspą, po około 3 miesiącach nadeszła tęsknota za krajem. Pomagały telefony do bliskich. Dostawałem też aktualną prasę z Polski i to też pomagało w ciężkich momentach. Poza tym w kilku sklepach kolonialnych można było dostać "polską kiełbasę" sprowadzaną z... Chicago. Choć nie była ona w smaku zbyt podobna do rodzimej, to i tak poprawiała nastrój ;)
Kiedy myślisz "Polska", co pierwsze przychodzi Ci do głowy?
Dom, rodzina, przyjaciele.
Kiedy czujesz się szczególnie dumny z tego, że jesteś Polakiem, a kiedy nie?
Czuję się dumny w sytuacjach, kiedy spotykam przyjaciół z zagranicy bądz też zupełnie nieznanych obcokrajowców i słyszę od nich wiele ciepłych słów o papieżu Janie Pawle II, o Lechu Wałęsie. Natomiast mam poczucie wstydu, kiedy o Polakach mówią, że to chamy, złodzieje i pijacy. Choć uważam, że to krzywdzący stereotyp, to na taki wizerunek sami sobie często pracujemy. To smutne.
Czy masz jakieś rady dla tych, którzy mają marzenia czy to w życiu osobistym, czy zawodowym, ale jakoś nie bardzo potrafią je zrealizować?
Najważniejszą rzeczą, która pozwala dojść do celu jest upór. Jeśli czegoś naprawdę chcemy, to możemy to zrealizować, a chwilowe niepowodzenia i porażki nie powinny nam w tym przeszkodzić. Cierpliwość, to także bardzo cenna cecha. Czasem na owoce swoich działań trzeba czekać długo...
Czy masz jakąś radę dla tych, którzy nie wiedzą "Where their live is going?"
Radziłbym wszystkim podchodzić pozytywnie do życia. Nawet jeśli nie jest ono "usłane różami", to zawsze można odnależć jego jasną stronę. "Always look on the bright side of life" (Monty Python)
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Matylda Setlak
|